14 lutego byliśmy na wyjątkowym koncercie. Był naprawdę wyjątkowy. Wzruszeniom wprost nie było końca. Koncert był harytatywny. Zgromadził ludzi w różnym przedziale wiekowym. Głowny, że tak sie wyrażę "bohater" także się pojawił, razem z bratem i rodzicami. Pomimo, że Kajtuś jest w śpiączce, reagował na muzykę i zmieniające sie światła. Siedzieliśmy tuż za nimi, w drugim rzędzie, więc mogliśmy zauwarzyć reakcje chłopca, na to wszystko co się działo. I uwierzcie mi, naprawdę było to zdumiewające. Koncert trwał dwie godziny. Występował zespół Ludowy i nasze kochane Tarantule. Ja miałam potrójną przyjemność, gdyż i w jednym i w drugim zespole tańczy mój brat, więc...Wszystko zostało przeze mnie uwiecznione, znaczy się nagrane :)) Możecie sobie wyobrazić jak rodzina była wzruszona i wdzięczna ludziom za chojność. I jestem pewna, że to nie koniec, to dopiero początek. Trzymam mocno kciuki, za to, aby operacja, na którą zbierane są pieniądze odbyła się jak najszybciej, i żeby po powrocie z Moskwy Kajtuś mógł w pełni cieszyć się życiem. I na koniec hasło przewodnie tegoż koncertu " Spieszmy sie kochać..."
Iskierka dobroci wystarczy by wysadzić w powietrze ogromny ciężar....