Uwielbiam łóżko...Mogę leżeć w nim godzinami...
głaskać sufitu aksamit myślami
bielutki krochmalony opłatek pościeli
na nagim ciele lgnie jak pocałunek
ogromny pocałunek bo mam ciało wielkie
czasami nie potrafię go podnieść ponad smuteczek
ponad rozżalenie i bezmyślny sen
Bardzo lubię łóżko w którym mógłbym mieszkać
Tylko potrzebny mi jeden jeszcze piecyk
Ciepły i głaciutki w moje rozczochranie
Wplątany płomieniem pachnącego ciała
Kiedy okno puka deszczowymi paluszkami
I parapet spija kropelki nieba
Pod poduszką łaskocze zapomniany budzik
Przypomnieniem że życie puścić przodem trzeba
I wyciągnąć dreszczami nasiąknięte ciało
Przycisnąć mocno i przylgnąć zachłannie
Do Twojego gorąca, Twojej wyobraźni
Razem utkać marzenia i popłynąć w górę
Tam już czasu nie ma i nie ma pośpiechu
W nieładzie pościeli szukają się stopy
Paluszkami stykając sennie albo czule
Lampka świeci cicho mrucząc coś pod nosem
Odpinając guziki pod płótna koszule wsuwam
Mokre palce swoich tęsknych dłoni ...
Uwielbiam łóżko i małą zatokę...
Oceanu gdzie Twoja muszelka faluje...
D.G. 17marca2008
Posts: 9
Comments: 14
Po polach przechadzał się Bóg. Był stary, ale wyprostowany jak sosna... z głową uniesioną i wzrokiem wpatrzonym przed siebie... pogodny... wstałem z gęstej trawy... teraz mnie było widać. Bóg przystanął lekko zaskoczony... - Ty ...?. Kiwnąłem niemo głową.

Znowu nastała noc... Ja sam...
Czekam choć wiem , że nadaremnie...
Powiedz mi , że przyjdzie taki czas ,
że będe zasypiać przy Tobie
i budzić się następnego dnia
ze świadomością , że jesteś obok...
*