Post
Chciałam...
Chciałam tylko być obok
Gdybyś poczuł się samotny
Stanąć za Tobą jak anioł stróż
Gdy smutek i strach owładnie Twą duszą
Otulić skrzydłami białymi całego
Szeptać do ucha, że jestem z Tobą
Gdy inni odejdą..
Taka daleka a jednak bliższa niż myślisz
Po cichutku, cierpliwie
Czekałam na skraju Twej drogi
Ominąłeś mnie i poszedłeś.....do niej
comments
Description
Categories
Tags
Copyright © 2012 Your Company.

ładnie opowiedziany smutek. ale chyba tak jest , że kogoś poznajemy ciut za wczesnie albo ciut za późno.
Chciałem Cię dojrzeć i szukałem wzrokiem
Przy drodze stało tyle aniołów...
Zmęczony kurzem...
Zapiekłe oczy...
Szedłem do Ciebie ... po Ciebie...
I co się stało ...
Że twoje plecy łkały po cichu bez słowa ...?
Widziałem jak Cię ominął... poszedł...
A ja za Tobą bez cienia...
Już miałem dotknąć... do Twoich włosów
Już miałem słowa na brzegu
Ale Twe skrzydła nie były dla mnie
Stałaś cierpliwie dla niego...
Stałam samotna na skraju drogi
Przemarznięte serce..zziębnięte ciało
Chciałam dać tak wiele, a jednak zbyt mało...
Stałam bez celu..nie znając swej drogi
I to pytanie..dlaczego poszedł do niej?
Nagle poczułam ciepło Twojego spojrzenia za sobą
Otuliło mnie niczym płaszcz utkany z słońca promieni
Twoje myśli dotknęły mych włosów
Delikatnie..niczym muśnięcie skrzydełek motyla
Ogrzały mą duszę..głaskały ciało
Stałam tak chwilę...nie wierząc w to co się stało
I ten strach, że magia przeminie i nigdy nie powróci
Bałam się odwrócić, drgnąć...
Byś nie rozpłynął się w mgle nicości
Ale już dość..
Nie chcę się bać...
Silniejsze pragnienie bliskości
Powoli odwracam twarz
Z nadzieją spoglądam za siebie
Ale Ciebie już nie ma...
Zostawiłeś mnie mój aniele
Odwróciłaś powoli cały swój błękit
Niezgłębionych oceanów
I nieba jak lustro
Prosto do mnie w moją duszę
W samą otchłań tęsknoty
I czułem że patrzysz daleko za góry
Za lasy za przepaść ostatnią
A mnie przenikasz wzrokiem
Jak miraż bezbarwny...
Jak powietrze ... na wietrze...
Chciałem byś zobaczyła
Tutaj, tuż przed Tobą
Gorące me ciało
Spocone i śliskie
A nie siódmą przełęcz
Za siedmioma snami...
Dotknąłem mokrymi do Ciebie ustami...
Twe usta słodkie niczym nektar wabiący pszczoły nad ranem
Twój oddech tak ciepły niczym płomień świecy
Utonęłam w głębi Twych oczu gwieździstych
Wtulona w ramiona ciepłych myśli
Dotknij mnie....
Tak jak się dotyka niemowlę gdy zaczerpnie pierwszy raz powietrza
Dotknij mnie...
Tak jak się dotyka delikatne płatki śniegu spadające z nieba
Dotknij mnie..
Tak jak się dotyka kropelkę rosy spływającą po liściu
Dotknij mnie...
Najdelikatniej jak tylko potrafisz
Posłuchaj jej..
A moja dusza Ci zaufa...zobaczysz
Stanąłem oniemiały
Przede mną słońca wybuchały
I gwiazdy w nieboskłonie pożar wznieciły
Stanąłem bez siły
A zachwytem uniesiony wbrew sobie
Z niego wziąłem moc
I z niego tęsknoty płomień
Zapaliłem ognie dotyku
Delikatnie błąkałem się
Po drżącym Twoim ciele
Ustami
Aniele z opuszczonym skrzydłem
Nie boję się już Twojej bieli
W jedej kropli pomieściłem
Miliardy nadziei
Potem porzuciłem
Górnolotność słów
Pochyliłem głowę z pokorą
I przytuliłem ciepły policzek
Do Twojej głaciutkiej skóry
Na miękkim brzuchu
Słuchałem twojego tętna
I szumu oddechu
I uśmiechnąłem się gdy kropla potu
Powolutku wpłynęła w pępuszek
Jaki on piękny...!!!!