Post
Fizyczność czy intelekt czyli pisma kobiece nie kłamią
January 12, 2008January 12, 2008 Add comment0 comments Zabawa słowem Zabawa słowem
Nie znasz dnia ani godziny mówi Pismo. I coraz częściej przekonuję się o prawdziwości tych słów. Ostatnio, miałem okazję doświadczyć tego, że nawet małe , z pozoru nieistotne wydarzenie może sprawić to, że inaczej patrzy się na pewne sprawy , tak bardzo istotne w codziennym naszym życiu. Sprawa dotyczy relacji między kobieta i mężczyzną, ciągłym poszukiwaniem takiego ich układu, które daje osobom wplątanym w taki związek jak najwięcej rozkoszy i radości ze wspólnego obcowania. Można by tu rzec, że sprawa dotyczy znalezienia swojego miejsca na osi ,której punkty wyznaczają dwie skrajności: miłość fizyczna i miłość platoniczna, miłość cielesna i miłość duchowa. Podobno wraz z wiekiem, jak dowodzą naukowcy, większą uwagę zwraca się na więzi uczuciowe i duchowe mniejszą wagę przykładając do szalonych lotów na skrzydłach kamasutry przez niezmierzone połacie erotyki. Czyli mamy tu do czynienia z odwiecznym konfliktem między możliwościami fizycznymi a możliwościami intelektualnymi. Czy większa radość i rozkosz dają igraszki intelektualne czy też fizyczne doznania? Oto jest pytanie , które postawiłem sobie w związku z pewnym wydarzeniem, którego byłem bezpośrednim uczestnikiem. Czy bardziej pociąga nas intelekt, duchowość, zmysłowość drugiej osoby , czy tez jej cielesność. Nie będąc fanatycznym zwolennikiem ani wyłącznie miłości platonicznej, związku duchowego, ,doznań intelektualnych ani tez wyłącznie miłości fizycznej, pod wpływem tego wydarzenia zacząłem się zastanawiać .gdzie na wyżej wspomnianej osi znajduje się mój punkt???? Mój punkt G.!!! Ale nie wdając się teraz w zbyt zawiłe rozważania filozoficzne pozwólcie, że zdam Wam relację z tego wydarzenia. A było tak......... Razem z Kobi i elitą klanu tygrysa bawiliśmy u włodyki Kristoferusa, który owładnięty poczuciem obowiązku i podporządkowania się zasadom wiary, postanowił zalegalizować swój związek z konkubiną Agnessą. Ślub, jak i przyjęcie było na miarę pozycji społecznej i majętności włodyki. Na zamku, gdzie odbywała się uroczystość zebrali się najznakomitsi przedstawiciele klanów i rodów obojga szczęśliwych małżonków Stoły uginały się od najsmakowitszego jadła i znakomitych trunków, a biesiadę umilali nam grajkowie z dalekiej Ślęzy. Po zaspokojeniu pierwszego głodu, pomny wagi obowiązków nałożonych przez obyczaj i dobre wychowanie, chcąc zyskać przychylność bogini Fortuny dla nowożeńców, wznosiłem toast za toastem, pijąc za pomyślność pary młodej, życząc im 100 lat życia w miłości i dobrobycie, a gdy wódka została już dostatecznie osłodzona, raźno ruszyłem w tany, oddając się przyjemności kręcenia bioderkami, podskakiwania w rytm muzyki, czy też miłej sercu rozkoszy przytulania się do mojej partnerki. W końcu lekko zamroczony od ciągłego wirowania i troszeczkę zmęczony podskakiwaniem, wyszedłem wraz z Kobi na dwór, aby odetchnąć świeżym, wiejskim powietrzem i uspokoić pulsującą w żyłach krew. Usiedliśmy sobie na ławeczce, ramię przy ramieniu, nóżka przy nóżce, dłonie trzymając przy sobie i szczerze mówiąc, wyglądaliśmy jak te dzieciaki, ze znanej reklamy serka Hochland. A noc była piękna. Niebo roziskrzone gwiazdami mrugającymi do Nas zalotnie z góry, wśród białych cumulusów majestatycznie przechadzał się księżyc, a z głośników kapeli sączyła się do naszych uszu piosenka o facecie, który z liściem na głowie szwendał się po jakimś mieście. W pewnej chwili Kobi spojrzała na mnie czule i zapytała się: -a czy wiesz Lancetoriksie kto śpiewa tę piosenkę??? Sprawdza moją inteligencję, pomyślałem, sprawdza moją erudycję!!!! A jeżeli sprawdza to znaczy, ze poszukuje we mnie tego co, jeżeli wierzyć słowom kobiecych pism, kobiety cenią najbardziej u mężczyzn. W takim razie dla mojej kochanej Kobi nie jest ważny wiek, klata atlety, obwód bicepsa czy tez obwód lub długość innych mięśni!!! Ta błyskotliwa myśl, uruchomiła funkcji turbo w moim biokomputerze. Na powierzchni puszki mózgowej zaczęło iskrzyć, a po zwojach mózgowych, niczym narciarze pokonujący trasę “giganta” przebiegały neurony. Po chwili lotem błyskawicy dotarła do mojej świadomości wieść: kod dostępu do informacji został znaleziony!!!!!! -wiem kochana Kobi- odrzekłem, starając się swoim głosem wyrazić nie tylko to, że wiem ale tez to, że wiem co mówię. Więc kto Lancetoriksie ? –ponownie zapytała Kobi mrugając do mnie swoimi czarnymi oczętami, w których zobaczyłem roziskrzone diamentami gwiazd niebo. Już miałem odpowiedzieć na jej pytanie, już miałem wypowiedzieć imię tego barda, gdy nagle.... pech !!!!..klapa!!!! zapomniałem!!!!! Cholera , pomyślałem, że też w takiej chwili mi się to zdarza. Co prawda nie mnie pierwszemu, bo słynne powiedzenie “..Wiem ,że nic nie wiem..” , które przypisuje się pewnemu Grekowi zwanego przez historię Sokratesem zapewne powstało w podobnej sytuacji. Chciał cos powiedzieć i zapomniał. No ale dzięki temu przeszedł do historii, co mnie raczej nie grozi. Tak na marginesie, chciałem zauważyć, że historia jest bardzo niesprawiedliwa, bo o jednych pamięta a innych zaś zapomina. Te znane słowa “..Homo sum..” widniejące na sztandarach humanistów wydobywających ludzkość z mroków średniowiecza, które na język bardziej ludzki i zrozumiały tłumaczy się “człowiekiem jestem”, wypowiedział pewnie jakiś anonimowy i zapomniany przez historię Rzymianin, gdy po całonocnej libacji ujrzał odbicie swojej twarzy w lustrze. Ale dość tych dygresji na tematy historyczne. Gdy Kobi ponownie zapytała się mnie o imię i nazwisko tego gościa, który śpiewał piosenkę o facecie przechadzającym się po mieście z liściem na głowie wpadłem w przerażenie. Normalnie wyjdę na durnia, głupka, nieuka, nie znającego gwiazd muzyki pop. Ta i podobne myśli jak stado krwiożerczych piranii wbijało się ostrymi zębami w moje ego. Mimo panującego mroku poczułem jak zbladłem, by za chwilę zzielenieć, a za moment ocean czerwieni zalał moja skórę. Wzorem kameleona mieniłem się wszystkimi barwami tęczy. Na szczęście stan ten nie trwał długo. Gdy już miałem zmienić temat naszej rozmowy w mojej głowie, jak dźwięk trąb pod murami Jerycha, zabrzmiał potężny głos: KUBA SIENKIEWICZ!!!!! KUBA SIENKIEWICZ!!! -Kuba Sienkiewicz odrzekłem ze stoickim spokojem i spojrzałem tryumfująco na Kobi. Uśmiech jakim mnie obdarzyła był dla mnie nie tylko najpiękniejszą i najcenniejszą nagrodą, ale również certyfikatem ,że posiadam TO COŚ . Objąłem ją powłóczystym spojrzeniem, koncentrując się na jej uroczym dekolciku i oddałem się marzeniom.............o kanapce z plasterkiem serka Hochland podawanej mi ręką Kobi. Zupełnie jak w tej reklamie!!!. Ale moje szczęście nie trwało długo. Za chwilę z objęć hochlandowskiej fantazji wyrwał mnie słodki głosik Kobi: -a czy wiesz Lancetoriksie w jakim zespole gra Kuba Sienkiewicz????? Nokaut!!! Szybko zamknąłem oczy, albowiem na monitorze mojego biokomputera pojawił się napis: No system or disc error. Cholera, czy tez kobiety zawsze muszą tak każdą sprawę drążyć do jądra, nie zadawalając się pierwszą poprawną odpowiedzią, tylko muszą mieć pewność absolutną??? Oczywiście ,że wiem tylko zapomniałem!!. Nazwa kapeli na moment zagubiła się gdzieś w najbardziej niedostępnych rejonach mojej pamięci. A poza tym przecież udowodniłem już, ze wiem kto to jest Kuba Sienkiewicz i jaką piosenkę śpiewa!! Czemu zamiast prowadzić rozmowę na tematy bardziej pasujące do magicznej rzeczywistości, która nas otaczała , zamiast porozmawiać o życiu erotycznym termitów w Afryce Centralnej lub jak to robią eskimosi , dając tym samym jednoznaczny impuls dla naszych żądz i namiętności Ona wciąż sprawdza czy TO COŚ co we mnie tkwi jest autentycznym i markowym produktem czy też koreańską podróbką??? Sytuacja stawała się coraz bardziej krytyczna. W powietrzu zapachniała klęską, sromotą i wstydem. Lecz tym razem w sukurs przyszła mi moja erudycja a dokładniej znajomość historii. W głowie usłyszałem słowa cesarza Napoleona wypowiedziane głosem znakomitego komentatora sportowego Jana Ciszewskiego. Najlepszą obroną jest atak. Więc zaatakowałem!!!! Niczym tenisista rozgrywający mecz na turnieju Wembledońskim wykonałem klasyczny return. Błogosławiony, pomyślałem, niech będzie biały sport. -a czy Ty, kochana Kobi, wiesz w jakim zespole On gra???!!!- błyskawicznie odparowałem jej pytania Strzał był celny. Kobi na moment znieruchomiała, a jej oczy stały się wielkie jak dwa młyńskie koła. Po jej głowie zaczyły przebiegać świetliki neuronów poszukujących odpowiedzi na to pytanie. Wyglądała jak mityczna żona Lota, przyglądająca się błyskawicznym zmianom zachodzącym w planie urbanistycznym Sodomy i Gomory. Teraz to jej biokomputer pracował na największych obrotach. Przez krótka chwilę niczym, Cezar odbywający swój tryumfalny wjazd do Rzymu, przyglądałem się bezskutecznym próbom Kobi odnalezienie odpowiedzi, by za chwilę przejść w zupełnie odmienny stan świadomości. Obserwując jak iskry neuronów przebiegających po jej głowie powoli zmieniają się w długie świetliste ogniki wpadłem w przerażenie. Kurde będzie miała zwarcie, pomyślałem, przepali się jej biokomputer i co wtedy pocznę???!!! Trzeba jak najszybciej coś zrobić, aby rozładować gromadzące się niebezpiecznie na jej główce bity i neurony informacji . Łatwo powiedzieć lecz trudniej wykonać. Do przeprowadzenia tak odpowiedzialnej czynności niezbędne jest posiadanie odpowiedniego laboratorium, gdzie świeżość szeleszczącej pościeli miesza się z wonią płatków róż i zapachem rozognionego namiętnościami ciała Kobi. A jak to zrobić tu, na oczach 150 osób??!!!! Nie było wyjścia i trzeba było wykazać się odwagą cywilną. -ja też nie pamiętam kochana Kobi- powiedziałem do niej, starając się, aby mój głos zabrzmiał jak najbardziej uroczo i ciepło. Gdybyście widzieli ulgę na jej twarzy i ten uśmiech jakim mnie obdarzyła.. Kobi odetchnęła z ulgą , a ja na widok jej piersi unoszących się lekko jak fale w błękitnej lagunie na atolu koralowym, znów oddałem się rozkosznym marzeniom, lecz tym razem już nie o kanapce z plasterkiem serka hochland. Z głośników doleciał y do naszych uszu słowa innej piosenki , więc Kobi szybko wstała i powróciła na sale taneczną. Zostałem sam. Postanowiłem jednak nie poddawać się i za wszelką cenę przypomnieć sobie, jak brzmi nazwa tego zespołu, w którym gra Kuba Sienkiewicz. Trudno, pomyślałem, choćbym miał oszaleć, choćbym miał dostać wytrzeszczu oczu od nadmiernego wysiłku umysłowego przypomnę sobie tę nazwę. Wstałem i popatrzyłem w niebo, w nadziei , że w gwiazdach przeczytam to na czym teraz najbardziej mi zależało. Niestety , kilkunastominutowe wpatrywanie się w te świecące punkciki oprócz bólu szyi nic mi nie dało. Zapewne albo niebo było tej nocy zbyt zachmurzone albo to przekonanie astrologów , że w gwiazdach wszystko jest zapisane jest zwykłą lipą czyli, wyrażając się językiem biznesu, chwytem marketingowym. Rozejrzałem się wokół. W ciemnościach nocy majaczyły w oddali jakieś zabudowania, na tle nieba wyraźnie rysowała się kępa drzew obok której stał słup wysokiego napięcia. I wtedy się stało. Elektryczność!!! To słowo przebiegło przez wszystkie moje komórki. Elektryczność zgodnym chórem powtórzyła moja świadomość ,podświadomość ,chuć i wszystkie instynkty niższe i wyższe. Ten pieroński zespół nazywa się Elektryczne Gitary!!!!! Byłem uratowany!!! Moja inteligencja znów odniosła sukces. W tym miejscu drogi czytelniku być może zaprotestujesz argumentując, że to nie zasługa mojej inteligencji lecz przypadek, ślepy traf. Bo gdyby na tym terenie nie było słupa trakcji elektrycznej, zważywszy na ilość alkoholu jaką tego wieczoru wypiłem, na pewno bym sobie tej nazwy nie przypomniał. Nie przeczę, ze pomógł mi przypadek. Ale ile to razy w historii ludzkości przypadek odegrał znakomitą rolę. Niech wspomnę tylko Archmiedesa. Wrócił facet z podróży brudny i zabłocony. Wszedł do wanny, aby się umyć i krzyknął Eureka, gdyż wymyślił prawo , które później potomni na jego cześć nazwali prawem Archimedesa. Albo Issak Newton. Leżał sobie gościu pod jabłonią, leniuchował i śnił o jakiś dyrdymałach, gdy nagle zgniłe jabłko rozbiło się o jego czerep. I właśnie dzięki temu, bo gdyby Newton np. położył się pół metra dalej to zdarzenie to nie miało by miejsca, odkrył prawo ciążenia. Historia zna wiele takich przypadków. Asocjacje pomiędzy tymi dwoma ,potwierdzonymi przez historię, przypadkami a moim są zbyt oczywiste, aby dalej dowodzić tezy, że przypadki skutkujące genialnymi myślami są udziałem wybitnych osób. Ale wróćmy do opowiadanej przez mnie historii. Dokonawszy tak genialnego odkrycia, nie zwlekając (obawiałem się ,że młodzi faceci, którzy już wcześniej kręcili się przy Kobi, zechcą pod moją nieobecność roztoczyć przed nią TO COŚ , co tak bardzo lubią kobiety) pobiegłem na salę taneczną. Stanąłem przed nią i tryumfującym głos oznajmiłem: -a ja wiem w jakim zespole gra Kuba Sienkiewicz!!!!! Spojrzała na mnie z nie ukrywanym uwielbieniem . -więc w jakim zespole gra Kuba Sienkiewicz???? -nie powiem Ci –odrzekłem- ale podam Ci informację naprowadzającą. Na chwilę zaniemówiłem, albowiem w mojej głowie wykluł się pewien plan, i po chwili wypaliłem: -Czerwone Gitary!!!!!! Przez twarz Kobi ,jak huragan Cathrina, przewinęły się wszystkie możliwe stany duszy. Wpierw jej twarz oblekła się w całun skrajnej rozpaczy by za chwilę rozbłysnąć promieniami radości i szczęścia -Elektryczne Gitary!!!! –krzyknęła rzucając mi się na szyję. I oto właśnie chodziło. Młode byczki tej nocy nie miały już żadnych szans. Tak więc błahe z pozory zdarzenie po raz kolejny udowodniło, że jednak fizyczność , choć zgodnie z tezą jak Cię widzą tak Cię piszą, w konfrontacji z intelektem i erudycja jest bez szans. Czyli mówiąc innymi słowy PISMA KOBIECE NIE KŁAMIĄ!!!! A co do pytań postawionych na wstępie tego wywodu. Zdecydowanie opowiadam się za związkiem opartym na zrównoważonych proporcjach pomiędzy intelektem, uczuciowością a fizycznością. Mierz zamiary na siły!!!
TagsTags: próbyliterackie 
comments
Description
lancetoriks
Posts: 75
Comments: 2
zabawy słowem
Categories
Tags